Budzik zadzwonił zdecydowanie za wcześnie.
Jeszcze było ciemno, kiedy ruszyliśmy w stronę Szczyrbskiego Plesa, ale to właśnie te godziny w górach lubię najbardziej. Cisza, prawie puste ścieżki i jezioro, które wygląda jak lustro, zanim pojawią się pierwsi turyści.
Marlena i Tomek przyjęli ten plan zaskakująco dzielnie – mimo wczesnej pobudki i temperatury, która raczej nie zachęcała do stania nad wodą w ślubnych klimatach. Ale czasem właśnie w takich warunkach dzieją się najlepsze rzeczy.
Trochę spacerowaliśmy wokół jeziora, trochę zatrzymywaliśmy się w miejscach, gdzie światło robiło się nagle idealne. Były momenty ciszy, kiedy góry po prostu robiły swoje, i były też takie, kiedy wszyscy naraz zaczynaliśmy się śmiać, bo „romantyczny kadr w górach” wymaga jednak czasem balansowania na kamieniach albo walki z błotem!
I chyba właśnie za to lubię plenery w takich miejscach. Nic nie jest do końca przewidywalne, ale dzięki temu wszystko jest prawdziwe.
Resztę historii opowiada już poranne światło nad Szczyrbskim Plesem i Marlena z Tomkiem gdzieś pomiędzy górami. Zapraszam do galerii <3