Miasto zrobiło tło, oni zrobili resztę.
Trochę chodzenia bez konkretnego kierunku, trochę zatrzymywania się, bo coś wpadło w oko. Światło między budynkami, jakaś ściana, kawałek ulicy – nic wielkiego, a jednak działało.
Kirsty i Steven od początku w swoim tempie. Bez kombinowania, bez poprawiania się co chwilę. Po prostu razem, trochę śmiechu, trochę ciszy pomiędzy.
Miasto żyło obok – ktoś przechodził, ktoś się zatrzymywał, coś się działo w tle. I to było okej <3