Czasem wystarczy kanapa, kawałek łóżka i dobre światło. Reszta robi się sama.
Z Natalią i Kamilem to była właśnie jedna z takich sesji. Trochę rozmów, trochę śmiechu, trochę wygłupów i w międzyczasie zdjęcia, które właściwie robią się same, kiedy ludzie po prostu są obok siebie.
Najbardziej lubię moment, w którym para przestaje się zastanawiać co zrobić z rękami i czy dobrze wygląda. Zwykle trwa to jakieś… pięć minut. Potem już wszystko jest normalne – przytulanie, śmiech, czasem lekkie droczenie się i nagle okazuje się, że mamy pół sesji zrobione.
Natalia i Kamil zdecydowanie należą do tej kategorii ludzi, z którymi czas leci za szybko. Jedno zdjęcie na kanapie, drugie gdzieś przy oknie, potem jeszcze „dobra, spróbujmy to” i zanim się obejrzeliśmy, sesja była gotowa.
I znowu wyszło tak, jak lubię najbardziej – bez wielkiego planu, za to z dużą ilością prawdziwych momentów.